Pełnomocnik decyduje o losach spółdzielni

W 2017 r. nowelizacją ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych wprowadzono możliwość udzielania pełnomocnictw do uczestnictwa w walnych zgromadzeniach. Ustawa określa jedynie tyle, że musi być ono udzielone na piśmie pod rygorem nieważności, a jedna osoba może być pełnomocnikiem tylko jednego członka spółdzielni.

Intencją ustawodawcy było umożliwienie uczestnictwa w pracach najwyższego organu spółdzielni tym, którzy z jakichś powodów nie mogli wziąć w nich udziału osobiście. Dobra intencja okazała się jednak furtką dla niedobrych praktyk. Już dwa lata po wprowadzeniu tej możliwości w spółdzielczym środowisku zaczęto głośno mówić o wykorzystywaniu jej do głosowania podczas walnych zgromadzeń spółdzielni mieszkaniowych.

Procedura wszędzie jest podobna – najczęściej pozyskuje się dane i podpisy osób starszych, które nie mogą lub nie chcą wybrać się na to najważniejsze spółdzielcze zebranie w roku, przy czym to nie spółdzielca szuka pełnomocnika, ale to pełnomocnik poszukuje członka spółdzielni, który chciałby oddać mu swoje prawo do głosowania. Pełnomocnicy łowią swoich mocodawców na klatkach schodowych, gdy ci udają się na przykład do sklepu lub na terenach zielonych, gdy odpoczywają na ławeczkach. Znane są nawet przypadki zbierania pełnomocnictw w przychodni lekarskiej, gdzie mieszkańcy czekali w kolejce na wizytę.

Do takich zadań często delegowani są ludzie młodzi, którzy przekonują o swoim zaangażowaniu w sprawy danej spółdzielni, mówią o tym, że planują założenie rodziny i dlatego chcą starać się o poprawę warunków zamieszkiwania. Obiecują także walczyć o udogodnienia i przywileje dla seniorów. Ponieważ trudno jest znaleźć odpowiednio dużą przestrzeń, jakiej wymaga organizacja walnego zgromadzenia, która mogłaby być usytuowana w pobliżu każdego osiedla – zwłaszcza w przypadku dużych spółdzielni – udział w walnym zgromadzeniu wiąże się często z dojazdem w odległe rejony miasta, co seniorom znacznie utrudnia podjęcie decyzji o osobistym uczestnictwie. Z tych właśnie powodów – i z pewnością w dobrej wierze – decydują się wypełnić podsunięty im druk.

A później dzieje się tak, jak w petycji do Senatu RP z 17 lipca 2019 roku, napisał Kacper Płażyński, poseł na Sejm:

Na prośbę mieszkańców, osobiście uczestniczyłem w kwietniowym [2019 r.] Walnym Zgromadzeniu LWSM Morena [Gdańsk] i byłem świadkiem, jak tłum niezwiązanych w żaden sposób ze spółdzielnią nastolatków, wyposażonych w pełnomocnictwa do występowania na zgromadzeniu, skutecznie przeforsował wszystkie głosowania zgodnie z otrzymaną wcześniej od niewiadomych osób instrukcją. Mimo, że jest to zgodne z prawem, możemy się tylko domyślać, z jakich względów około 200 dwudziestolatków zdecydowało się przybyć w sobotę o 8.00 rano na zgromadzenie spółdzielni. Moralne wątpliwości potwierdzały zadawane w kuluarach wprost pytania o to, czy pełnomocnicy ci otrzymywali od osób, których nie chciały wskazać z imienia i nazwiska, gratyfikację finansową. Efektem tego była sytuacja, w której około 50 rzeczywistych mieszkańców spółdzielni mieszkaniowej, którzy przybyli na walne zgromadzenie, de facto zostało pozbawionych wpływu na wybór jej organów i przebieg zgromadzenia.

Biorąc pod uwagę te doświadczenia oraz informacje, które w toku rozpoznawania sprawy poprzez analizę podobnych wydarzeń, mających miejsce w polskich spółdzielniach mieszkaniowych po wprowadzeniu możliwości ustanowienia pełnomocników, Kacper Płażyński wystosował do Senatu RP wspomnianą petycję. W punkcie pierwszym petycji wnioskuje o ograniczenie katalogu osób, które mogą zostać pełnomocnikami członków spółdzielni, poprzez jego zawężenie do małżonków, dziadków oraz rodziców i dzieci a także innych członków spółdzielni mieszkaniowych.

Stanowisko posła popiera Jan Szynalski, Prezes Legnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej – jednej z większych spółdzielni na Dolnym Śląsku – którą w 2020 roku również dotknął niespodziewany wysyp pełnomocników podczas walnego zgromadzenia.
- Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że pełnomocnictwo, udzielone osobie zaufanej i sprawdzonej, jest czymś normalnym i akceptowalnym. Czym innym jednak jest pełnomocnictwo udzielane osobom, których nie znamy i którym nie leży na sercu dobro mieszkańców danej spółdzielni. Legnicka Spółdzielnia Mieszkaniowa liczy ponad dziewięć tysięcy członków, dlatego Walne Zgromadzenie LSM musimy dzielić na części. Zazwyczaj na cztery, jednak ze względu na pandemię w 2020 roku zdecydowaliśmy się podzielić je na sześć części. Brak dyscypliny uczestników i stale rosnąca ich liczba, spowodowały, że po czwartej części musieliśmy przerwać Walne Zgromadzenie, jednak już po tych czterech częściach nietrudno zauważyć, że wydarzyło się u nas to, co dzieje się w całej Polsce – w posiedzeniach wzięło udział 207 członków LSM oraz 348 pełnomocników. Najbardziej niepokojące jest to, że pełnomocnictwami legitymowały się osoby, które najczęściej nie były członkami LSM, w wielu przypadkach nawet nie mieszkały w Legnicy i nie miały żadnej wiedzy na temat zasad obowiązujących na walnym zgromadzeniu. I pewnie dlatego po oddaniu głosu w wyborach do Rady Nadzorczej, opuszczały spotkanie, bez wysłuchania informacji o kondycji i planach na dalszą działalność Spółdzielni – mówi Jan Szynalski, dodając, że jest to sytuacja bezprecedensowa w sześćdziesięcioletniej historii LSM.

Walne zgromadzenie to najwyższy organ każdej spółdzielni mieszkaniowej, decydujący o wielu bardzo ważnych sprawach, bezpośrednio dotyczących mieszkańców oraz ich majątku. Podczas tych obrad uchwalane są kierunki rozwoju spółdzielni, zatwierdzane sprawozdania roczne i finansowe, uchwalane zmiany w statucie a raz na trzy lata wybierani są członkowie rady nadzorczej, sprawujący kontrolę nad działaniami zarządów.

Ze względu na jaskrawość tego zjawiska oraz niepokój członków, Zarząd Legnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej zdecydował się poprosić o potwierdzenie udzielenia pełnomocnictwa w ostatnim Walnym Zgromadzeniu LSM. Szybko przyszły odpowiedzi z informacjami o przypadkach nieudzielania pełnomocnictw.
- Nasi spółdzielcy wyraźnie rozumieją, że wydarzyło się coś, co godzi w ich interes a jednocześnie pozostawia rysę na istocie idei spółdzielczości mieszkaniowej. Członkowie LSM wiedzą, że mieli do czynienia ze zjawiskiem budzącym wątpliwości, ponieważ to właśnie na ich wniosek prokuratura i policja prowadzą dochodzenie w sprawie pełnomocnictw – mówi Prezes Zarządu LSM.

Propozycje zmian w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych, których autorem jest poseł Kacper Płażyński, są odpowiedzią na tego typu patologie. Doprecyzowanie przepisów pozwoli na wyeliminowanie możliwości nadmiernej ingerencji w działalność spółdzielni mieszkaniowych osób z nią niezwiązanych (a być może podstawionych), a jednocześnie zachowa słuszną ideę możliwości działania członków spółdzielni poprzez pełnomocników w mocy – czytamy w petycji Kacpra Płażyńskiego.

- Rzeczywiście, zaproponowane przez pana posła rozwiązania wydają się być bardzo dobre. Ograniczenie możliwości udzielenia pełnomocnictwa do najbliższej rodziny lub innego członka danej spółdzielni, daje gwarancję, że pełnomocnik będzie działał w imię dobra ogółu tej społeczności. Być może wtedy w walnych zgromadzeniach wezmą udział osoby, które będą zainteresowane wysłuchaniem informacji na temat kondycji finansowej spółdzielni, planów zarządów czy sprawozdań z pracy rad nadzorczych. Spółdzielców powinno to interesować, ponieważ organy te dysponują wielomilionowymi majątkami, które tworzą poszczególne mieszkania, będące domami dla milionów rodzin w całej Polsce. Jeśli spółdzielcy przestaną się interesować tym, co przecież do nich należy, może się okazać, że nagle z ich kranów nie popłynie woda a zimą grzejniki przestaną grzać. Znane są również historie związanie ze wstrzymywaniem zakończenia ważnych inwestycji czy remontów oraz utratą płynności finansowej. Oprócz tego, w prasie ogólnopolskiej już kilkukrotnie pojawiały się informacje o próbach przejęcia władzy w spółdzielniach, najprawdopodobniej przez grupy wykonawców, którzy przy pomocy pełnomocników, jak opisuje to poseł Płażyński, próbowali przeforsować swoich kandydatów do rad nadzorczych. Często powtarzam, że w systemie spółdzielczym każdy pieniądz jest znaczony, co w praktyce oznacza solidne uszczelnienie wydatków. Tylko w Legnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej rocznie dysponujemy około siedmioma milionami złotych, zgromadzonymi w ramach funduszu remontowego. Zadań do wykonania jest mnóstwo a pozyskanie przez grupę wykonawców możliwości wpływania na zarząd poprzez odpowiednio dobranych członków rady nadzorczej, daje tej grupie źródło bardzo wysokich dochodów. Dlatego spółdzielcy powinni interesować się tym, co dzieje się w ich spółdzielni i starać się aktywnie uczestniczyć w pracach jej organów. Dużo bardziej wiarygodny jest bowiem kandydat do rady nadzorczej, który jest naszym sąsiadem, zna problemy zamieszkiwania na osiedlu, wie jakie są potrzeby i ma świadomość tego, że dysponuje majątkiem, na który również osobiście się składa, wnosząc wkład na przykład na fundusz remontowy niż osoba, którą pierwszy raz widzimy na oczy, obiecująca nam przysłowiowe gruszki na wierzbie – tłumaczy Jan Szynalski.

Jak się okazuje, pomysłów na ugryzienie kawałka spółdzielczego tortu jest sporo, ale tylko spółdzielcy mogą ustrzec swój majątek przed różnego rodzaju wypaczeniami. Najważniejsze jest, by chcieli zainteresować się tym, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu i by nie oddawali przypadkowym osobom swojego prawa głosu. Gdyby nie czujność spółdzielców zrzeszonych na przykład w spółdzielniach w Gdańsku, Warszawie czy w Łodzi – nikt by się nie dowiedział o próbach przejęcia rad nadzorczych przez zainteresowane grupy.

Ustawa mówi o obowiązku organizacji walnych zgromadzeń spółdzielni mieszkaniowych w terminie do sześciu tygodni od ogłoszenia zakończenia stanu pandemii w Polsce. W niektórych spółdzielniach będą to spotkania, na których będzie trzeba podjąć uchwały za ostatnie dwa a nawet trzy lata i wybrać składy rad nadzorczych na nowe kadencje. Już wkrótce okaże się czy spółdzielcy obudzą się i wezmą sprawy w swoje ręce, czy oddadzą prawo decydowania o ich sprawach wyjątkowo „zatroskanym” pełnomocnikom.

Powrót na górę