Logo
Wydrukuj tę stronę

Polsko-rumuńskie rozmówki przy Gwiezdnej

Mieszkają przy ulicy Gwiezdnej 13, naprzeciwko siedziby LSM. Mama, tato, ich dwie córki. Wszyscy o artystycznych duszach, oddający się swoim pasjom bez reszty. Oto Lascarowie.

             Kto składa się na rodzinę Lascarów? Mama Radosława Janowska-Lascar – tłumaczka przysięgła języka rumuńskiego, klarnecistka, absolwentka muzykologii i filologii rumuńskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, autorka doktoratu o weselu jako obrzędzie przejścia w kulturze rumuńskiej, polskiej i rusińskiej na przełomie XIX i XX wieku, obronionego na uniwersytecie w Jassach; tato Wasile Ovidiu Lascar – karykaturzysta, portrecista, absolwent Politechniki w Jassach w Rumunii oraz filologii rumuńskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim; starsza córka Radosława Lascar (Dunia) – wiolonczelistka, szachistka, absolwentka Akademii Muzycznej we Wrocławiu, w tym roku kończy Akademię Muzyczną w Katowicach oraz jej siostra Maria Elena Lascar – skrzypaczka, szachistka, tegoroczna maturzystka II LO w Legnicy oraz Szkoły Muzycznej II stopnia w Legnicy.

            W wieżowcu przy Gwiezdnej mieszkają razem od siedemnastu lat. Radosława, która mieszkała w bloku na Gwiezdnej od momentu jego powstania do wyjazdu na studia, mówi, że Osiedle Kopernika to dobre miejsce do życia, z najlepszymi sąsiadami, jacy tylko mogli im się przytrafić.

- Mieszkamy w bloku, który ma bardzo cienkie ściany, a w naszej rodzinie mamy przecież skrzypaczkę i wiolonczelistkę, które ćwiczą po kilka godzin dziennie od kilkunastu lat. Jak dotąd, mieliśmy tylko jedną interwencję w tej sprawie. A wszystko przez to, że podczas mojej nieobecności, Dunia i Elena jednocześnie postanowiły ćwiczyć na swoich instrumentach. I to zupełnie inne utwory. Myślę jednak, że znajdą się wśród naszych sąsiadów osoby, które odetchną, gdy jeszcze Elenka wyjedzie na studia – dodaje ze śmiechem Radosława i jednocześnie podkreśla, że dziękuje wszystkim za wyrozumiałość.

            Sterem rodziny jest Radosława. Dunia i Elena zgodnie twierdzą, że mama jest dla nich wzorem do naśladowania. Zawsze doskonale zorganizowana, aktywna zawodowo i jednocześnie bardzo oddana dzieciom, o czym może świadczyć fakt, że przez pierwszych sześć lat szkoły muzycznej była z nimi na każdej indywidualnej lekcji instrumentu, sumiennie zapisując uwagi nauczycieli, a potem pilnowała, żeby wszystko zostało zrealizowane.

- Myślę, że to pozwoliło nam uniknąć ćwiczenia w ciemno, byle jak. W szkole nie byliśmy uczeni, jak powinna wyglądać nauka gry na instrumencie w domu, co może prowadzić do nieefektywności i zwykłej straty czasu. Mama, dzięki temu, że jest muzykologiem i amatorsko gra na klarnecie, mogła nas wspomóc i robiła to zawsze z ogromnym zaangażowaniem – mówi Dunia i dodaje, że to po mamie odziedziczyła skłonność do sumiennego planowania swojego czasu tak, aby mimo natłoku obowiązków, znaleźć również chwile na przyjemności.

            A łatwo nie jest, bo Dunia i Elena od najmłodszych lat zarażone mamy miłością do muzyki i taty do szachów, dzielą swój czas na realizację obu pasji. Dlatego, jeżdżąc na turnieje szachowe, zabierają ze sobą instrumenty, a ćwicząc do egzaminów i koncertów, w ramach odpoczynku grają w szachy. Obie z uśmiechem wspominają swoje szachowe początki i partie rozegrane z wielbicielami tej gry, którzy od lat spotykają się przy Teatrze Letnim w legnickim Parku Miejskim, gdzie zabierał je tato. Dziewczyny, ucząc się szachów pod kierunkiem instruktora, już od dawna grają na wyższym poziomie niż Ovidiu. Jego miłość do królewskiej gry nie wyraża się jednak chęcią zwyciężania czy rozwijania umiejętności, ale na przykład tym, że stworzył wiele rysunków jej poświęconych. Bo jego równie wielką, co szachy, miłością są karykatury i portrety, które wykonuje we własnym, niepowtarzalnym stylu.

- Tato potrafi pracować dosłownie wszędzie, dlatego, gdy w Legnicy odbywały się mistrzostwa Europy w szachach, postawił sobie za punkt honoru zrobić karykatury największym szachistom Europy. Zasiadł więc w holu Hotelu Qubus i zrealizował swój cel. Jest również autorem  szachowych ilustracji do książki dla dzieci, którą napisał wrocławski trener szachowy, Krzysztof Krupa – mówi Dunia.

            Przez kilka lat współpracował także z Przedszkolem „Tęczowy Zakątek”, w którym portretował kolejne roczniki przedszkolaków. Wielokrotnie również dzielił się swoim talentem podczas plenerowych imprez miejskich, a trzy lata temu, z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, przygotował wystawę karykatur aktorów i pracowników Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy.

            Ovidiu mieszka w Legnicy od dwudziestu lat. Na początku zupełnie mu nie pasowała. Jassy – jego miasto rodzinne – mają zupełnie inną strukturę. Położone na wzgórzach, oferują swoim mieszkańcom mnóstwo przestrzeni, piękną zieleń i czyste powietrze. Legnica, zważywszy na jej położenie i przemysł, nijak ma się do Jassów. Jest bardziej zbita, skupiona, ma inną architekturę. Początki były trudne, ale rodzina i nowi przyjaciele sprawili, że dziś w Legnicy czuje się jak w domu.

            Do Polski przyjechał za Radką. Poznali się w 1990 roku, kiedy ona, studentka UJ, chcąc zapisać się na rajd po Czechosłowacji, ostatecznie rozpoczęła korespondencję z dwoma rumuńskimi studentami. Było to tuż po rewolucji w Rumunii. Z dwóch adresatów z czasem został jeden. Początkowo korespondowali w języku angielskim, później Radka zapisała się na lektorat języka rumuńskiego, potem na filologię, a następnie – bardziej z miłości niż chęci pogłębiania wiedzy – wyjechała uczyć się języka na miejscu, w Rumunii.

- Początki nie były zachwycające. Tak naprawdę, to szybko chciałam stamtąd uciec, ale zatrzymał mnie radca ambasady polskiej w Bukareszcie, mój późniejszy pracodawca. Życie w Bukareszcie, praca w ambasadzie i studia to były dwa lata szalonego wysiłku. Bukareszt jest miastem niezwykle męczącym – wielki, rozbuchany, bardzo południowy, wymuszający życie na najwyższych obrotach. Było ciężko, ale bardzo dużo się nauczyłam – wspomina Radosława.

            Z Bukaresztu wyjechała do Jassów, rodzinnego miasta Ovidiu, by na tamtejszym uniwersytecie przez sześć lat prowadzić lektorat języka polskiego, a w międzyczasie zrobić jeszcze doktorat. Do Polski wróciła już z mężem. Tutaj urodziły się ich córki.

            Nad drzwiami klatki schodowej ich bloku wisi tabliczka informująca, że w tym miejscu można znaleźć tłumacza przysięgłego. To Radosława. Wydawać by się mogło, że pracy ma niewiele, bo ilu legniczan może potrzebować jej usług? Okazuje się jednak, że Radka jest jedyną tłumaczką rumuńskiego na obszarze trzech sąsiadujących województw i nie narzeka na brak zleceń. Czasem korzysta ze wsparcia Ovidiu, zwłaszcza, gdy przychodzi jej tłumaczyć instrukcje obsługi maszyn górniczych – wtedy przydaje się jego techniczne wykształcenie.

- Niedawno pewnemu małżeństwu, które chciało pojechać na prawosławną Wielkanoc do Rumunii tłumaczyłam zaświadczenia o zaszczepieniu dwiema dawkami przeciwko Covid-19 – opowiada Radka, dodając przy tym, że wiele spraw, którymi się zajmuje, dotyczy kwestii rodzinnych, bo w ostatnich latach do Polski, zwłaszcza w okolice Opola za pracą przyjeżdża wielu obywateli Rumunii i Mołdawii.

            Równie ważnym obszarem jej działalności zawodowej są tłumaczenia literatury rumuńskiej na język polski oraz polskich tekstów na język rumuński. Ma na swoim koncie osiem tłumaczeń z rumuńskiego oraz cztery tytuły polskiej prozy i kilka rumuńskich dramatów.

            Jest bardzo dumna ze swoich córek. Obie postawiły na zawód instrumentalistki, przy czym młodsza, będąc tuż po maturze i mając za sobą doświadczenie pandemiczne, wie już, że trzeba mieć jakąś alternatywę i równolegle ze studiami muzycznymi chce studiować fizjoterapię. Starsza, chociaż kończy studia magisterskie na Akademii Muzycznej w Katowicach, stara się o przyjęcie na jedną z zagranicznych uczelni muzycznych.

- Chcę nadal się uczyć. Muzyka symfoniczna jest dla mnie najpełniejszą z wszystkich form. Nie interesuje mnie karierowa solowa wiolonczelistki, bo bardzo lubię uczucie, że jest się częścią czegoś niesamowicie dużego i dlatego w trakcie studiów staram się bardzo dużo grać z orkiestrami. Koncertowałam w kilkunastu krajach, wśród których znalazły się m. in.: Niemcy, Hiszpania, Francja, Estonia, Rosja, Dania, Szwajcaria czy Włochy. Dzięki temu nauczyłam się pracować z różnymi dyrygentami i muzykami – mówi Dunia.

            Elena i Dunia wiedzą, że w zawodzie muzyka ciągle jest się egzaminowanym, bo nie wystarczy przedstawić dokument ukończenia uczelni, aby dostać angaż do orkiestry. Za każdym razem trzeba stanąć do przesłuchania i pokazać swoje umiejętności. Powoduje to, że całe życie podporządkowane jest muzyce – trzeba ćwiczyć po kilka godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Niewątpliwie wymaga to żelaznej konsekwencji.

            Jak im się żyje w tej polsko-rumuńskiej rodzinie?

- Wesoło, bardzo różnorodnie, ciągle w rozjazdach – opowiada Elena i dodaje, że wszyscy bardzo lubią wakacyjne wyjazdy do dziadków do Rumunii. To dla nich ważny czas. Dla dziewczyn okazja, by sprawdzić się w języku, w którym na co dzień starają się rozmawiać z tatą, a dla wszystkich jest to możliwość spotkania się z rodziną oraz krajem, którego uroki coraz częściej zaczynają doceniać turyści z całej Europy. Tam w wielu jeszcze miejscach życie płynie w innym tempie, narzucając wolniejszy rytm dnia. Ale wszyscy lubią powroty na Gwiezdną.

  

Książki tłumaczone z języka rumuńskiego przez Radosławę Janowską-Lascar:

  1. D. Teodorovici – Matei Brunul, Inne historie miłosne
  2. Teodorescu – Medgidia, miasto u kresów, Kocie opowieści
  3. Florian – Dni króla, Wszystkie sowy
  4. Lungu – O dziewczynce, która bawiła się w Boga
  5. Cornelius – Ja, Drakula i John Lennon